Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Wiosno, gdzie jesteś?
W ramach odpoczynku od pisania relacji, napiszę dzisiaj coś innego. Właściwie to powinnam pisać dalej pracę magisterską, ale facebookowa wróżka postawiła mi dzisiaj tarota i wyszło, że pracę napisać zdążę, a do tego szykują się w moim życiu wielkie zmiany i rewolucje. Nie mam się więc czym martwić i mogę spędzić trochę czasu na pisaniu czegoś innego. Miałam trochę pomarudzić – a to, że wiosny nie ma, a to, że zima wróciła i zimno znowu, a to, że zjadłoby się czegoś słodkiego, ale nie wolno… Ale nie będę narzekać. Niech to będzie taki mój prezent, na zachętę, dla wiosny – może jak zobaczy radosny naród, to czym prędzej przybędzie, żeby było jeszcze fajniej. A zatem na przekór paskudnej zimy nie zamierzam siedzieć, narzekać i niczego nie robić (oprócz jednostajnego „banglania” [ach! moje nowe ulubione słowo!] w klawisze laptopa podczas pisania magisterki). Jak można zauważyć z ostatnich wpisów na blogu, zaczęłam się ukulturalniać w różny sposób, chodzę na wystawy, koncerty i inne ciekawe wydarzenia. Nałogowo zaczęłam śledzić wszelki ruch w kulturalnym życiu Sosnowca i śląska. Ale ostatnio nosi mnie jeszcze bardziej. Chce mi się coś zrobić, coś stworzyć, wziąć w czymś udział, być częścią czegoś. Pewnie to zły wpływ Adrianka, bo to on ostatnio jeździ na spotkania i inne slamy, zbierając pochwały i nagrody. Jakoś wcześniej nie czułam potrzeby wychodzenia do świata ze swoją osobą, ale teraz coś mnie napadło, chcę coś zrobić. Może to właśnie oznaka zbliżającej się wiosny? Jakiś zawrót głowy i przewartościowanie. Niestety, nawet wspomniany wyżej tarot od wirtualnej wróżki potwierdził, że zacznę wyłazić ze skóry swojego małego i cichego świata, na spotkanie i pożarcie świata realnego. Skończy się jedno życie, zacznie następne. Ciekawe skąd ta paskudna wróżka wiedziała co sobie planuję dalej poczynić? Ale skoro powiedziała, że się uda, to na pewno się uda, nie ma wątpliwości. Z magią tarota nie ma co dyskutować. A więc magisterka napisana do maja, potem obrona, w okolicach wakacji wyprowadzka z rodzinnego domu, no i studia podyplomowe. Piękny plan. Zapomniałam tylko wróżki zapytać jak potoczy się szukanie pracy.
Ale tak szczerze mówiąc, dość mam już tej stagnacji. Przez tą cholerną chorobę, co jest, ale jej nigdzie nie ma, co to być może, ale trudno powiedzieć, ale jeszcze trudniej udowodnić, co to trzeba wydać na badania setki złotych, a i tak nie wiadomo czy to potrzebne, czy nie, co to trzeba brać leki na wszelki wypadek, bo niby są potrzebne, ale mogą być zbędne, a na pewno są cholernie szkodliwe, więc nie wolno tego i tamtego i jeszcze tylu innych rzeczy no i jeszcze się tyje, że człowiek zamiast żyć normalnie i cieszyć się tym życiem, zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle warto tak się męczyć i czy nie rzucić tych wszystkich szarlatanów w diabły i niech się dzieje co chce… No w każdym razie przez tą chorobę straciłam przez jakiś czas ochotę do czegokolwiek. Mówią – żyj normalnie! Ale trudno żyć normalnie bojąc się tysiąca rzeczy i pamiętając o tysiącu, których robić nie powinno się. No ale dość mam tej stagnacji i nie chcę już o niczym pamiętać, tylko planować i działać. Tak więc biegam prawie co rano na siłownię lub na basen, męczę się i pocę, a co najdziwniejsze, odkryłam ze zgrozą, że mój organizm lubi się męczyć i pocić, że jest mu z tym dobrze, a nawet z kręgosłupem jakby lepiej. Śledzę i szukam koncertów i wydarzeń kulturowych i staram się na nich bywać. Nie lubię chodzić sama, ale zawsze da się kogoś z rodziny wyciągnąć, a jak przyjeżdża Aduś, albo ja jadę do Kielc, to chodzimy razem. Teraz wymyśliłam sobie, że wybiorę się do KANY, sosnowieckiego centrum kultury, które organizuje na przykład KANApę Literacką – spotkania literackie i wymianę książek, albo seanse filmowe w ramach Ambitnego Kina Studyjnego. Może uda mi się gdzieś zaczepić, kogoś poznać, coś dowiedzieć czy coś zrobić.
Może dodam jeszcze, że nie należę do ludzi otwartych i biegających z weną wszędzie, gdzie się da, niezbyt łatwo nawiązuję kontakty. Dlatego też ta podejrzana chęć do wyjścia ku obcym zasługuje na zapisanie i zapamiętanie – dla potomnych. A wszystko to wina podstępnego chochlika Adusia, który zasiał to ziarenko. Nie ręczę za to, co z tego ziarenka wyrośnie!
Tymczasem podążam za chwilę do Zamku Sieleckiego, posłuchać koncertu młodych uczniów szkoły muzycznej. Jak będzie chwila czasu, to zdam relację – ale najpierw muszę napisać o koncercie SDM w Kielcach, sztuce „Cymes! Cymes!” w Teatrze Zagłębia oraz koncercie Stonehenge i pokazach tańców irlandzkich w Klubie Kiepury. Och!
Muzeum Śląskie – Oblicza secesji i Magia wina
Belle Epoque
Oblicza secesji

Na świecie Art Nouveau, Jugendstil, belle époque… w Polsce po prostu secesja. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych stylów sztuki z przełomu XIX i XX wieku, który jako pierwszy w tak szerokim zakresie zafascynował nie tylko malarzy, grafików czy rzeźbiarzy, ale także twórców rzemiosła artystycznego, architektów oraz projektantów mody. Jego bogatą ornamentykę, fascynację florą i fauną zobaczymy na najnowszej wystawie w Muzeum Śląskim „Belle Époque. Oblicza secesji”.
Secesja zdecydowanie zrywała z XIX-wiecznymi neostylami, akcentowała dekoracyjność formy jako wartość nadrzędną przedmiotu, także użytkowego. Bezpośrednim źródłem fascynacji i natchnienia były: literatura (szczególnie romantyczna), sztuka ludowa (w tym świat baśni i legend), sztuka Dalekiego Wschodu, wreszcie świat organiczny z bogactwem fauny i flory. Jednym z najczęściej stosowanych motywów stała się także postać kobiety. Prezentowane w Muzeum Śląskim eksponaty ukazują bogactwo symbolicznych treści wpisanych w wykwintną stylistykę sztuki Art Nouveau.
Na wystawie „Belle Epoque” w Muzeum Śląskim byliśmy z Adrianem pod koniec stycznia, w dniu niezwykle mroźnym. Wystawa zajmuje cały parter muzealnego budynku – trzy duże sale i dwie mniejsze, eksponatów jest bardzo dużo, więc jest co oglądać. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o sztukę, jestem praktycznie laikiem, ale z secesją zetknęłam się już wcześniej – a konkretnie z pracami Alfonsa Muchy, które bardzo mi się podobały, byłam więc przygotowana na coś ciekawego. I nie zawiodłam się. Podobały mi się zwłaszcza przedmioty codziennego użytku, meble i stroje – nie mówiąc już o pocztówkach czy grafikach. Interesująca jest również architektura secesyjna (w szczególności witraże), chociaż szczerze mówiąc nie wytrzymałam pokazu slajdów – ale to dlatego, że ekran rzutnika był umiejscowiony tuż nad drzwiami i oglądanie prezentacji wymagało ciągłego zadzierania głowy, a tego już nie mogła znieść moja szyja. Swoją drogą, najwięcej secesyjnej architektury w każdym ze śląskich miast znajduje się na ulicy Mickiewicza. Czy to przypadek?
Niestety nie zrobiliśmy żadnych zdjęć (wątpliwe, że w ogóle można było robić tam zdjęcia), więc musi wystarczyć kilka fotek zamieszczonych na stronie Muzeum Śląskiego:


Magia wina
Od pędu winorośli po napój bogów

Historia trunku bogów – bo takie miano nadały winu cywilizacje Greków i Rzymian – sięga siedmiu tysięcy lat wstecz. Świadczą o tym znaleziska archeologiczne oraz zapiski ze starożytności. Wino zajmowało ważną pozycję w handlu światowym, a rynek winny, obok zbożowego i oliwnego, można uznać za najbardziej chłonny i stabilny w antycznym świecie.
Wystawa „Magia wina. Od pędu winorośli po napój bogów” w Muzeum Śląskim wprowadza w niezwykły, fascynujący świat wina i związanej z nim historii rozwoju cywilizacji. Poznamy najstarsze ośrodki produkcji wina oraz szlaki handlowe jego rozpowszechniania, a także technologię i kulisy jego wytwórczości. Przykładem będą XIX-wieczne urządzenia do sadzenia winorośli, pompy do tłoczenia wina, prasy, filtry. Na licznych reprodukcjach zobaczymy odkrycia archeologiczne dokonane przez polskich naukowców, świadczące o masowej produkcji wina w starożytności. Będą to baseny do produkcji wina z terenów osady sasanickiej z III-VII wieku odnalezione w Iranie, a także instalacja winiarni z VIII wieku odkryta podczas badań ruin starożytnego miasta Hippos-Sussita w Izraelu.
Trzecie piętro Muzeum Śląskiego zamieniło się w królestwo wina. Fantastyczna wystawa prezentuje losy szlachetnego trunku od najdawniejszych czasów, aż po współczesność. Najbardziej imponująca jest ilość eksponatów, jakie zgromadzono w trzech salach muzeum – począwszy od starożytnych amfor, po odtworzenie wyglądu winiarni, a wszystko okraszone współczesnymi zdjęciami z obchodów zielonogórskiego Święta Wina. Największy respekt budzi gigantyczna rzeźba Bachusa siedzącego na beczce (można go zobaczyć na plakacie promującym wystawę). Generalnie wrażenia z wystawy bardzo pozytywne, może brakowało tam jedynie małego poczęstunku, bo taka ilość informacji wzmaga tylko apetyt na skosztowanie odrobiny dobrego winka
Ale nie czepiajmy się szczegółów.
A na koniec – Fotoplastykon: 3D z XIX wieku. Obejrzeliśmy prawie 50 fotografii stereoskopowych o tematyce „Czar stolicy. Uroki XIX-wiecznej Warszawy”. Efekt 3D uzyskuje się poprzez patrzenie na dwa takie same zdjęcia, pokazane w tym samym czasie – jedno dla prawego oka, a drugie dla lewego. Wymaga to skupienia wzroku w specyficzny sposób, a jeśli ktoś nosi okulary (jak ja i Adrian), ma większy problem. Jednak warto zrobić małego zeza dla niesamowitych efektów przestrzennych

Plany na luty
Zbieram informacje o ciekawych miejscach i wydarzeniach, w których chciałabym uczestniczyć. Nie wszędzie zawsze uda mi się być, ale na razie staram sobie planować czas tak, żeby zobaczyć to, co mnie interesuje. To pierwsza garstka moich planów na luty – czyli tam możecie znaleźć Milly
Wybieramy się na turniej z Adrianem. Sama gra Warmachine nie interesuje mnie za bardzo (żeby nie powiedzieć wcale), ale na pewno ciekawie będzie popatrzeć o co w tym wszystkim chodzi. Najbardziej interesuje mnie samo muzeum i to jemu mam zamiar poświęcić najwięcej czasu.
- Maraton Piosenki Poetyckiej w Pałacu Tomasza Zielińskiego w Kielcach – koncert Oli Kiełb (klik) – 7 lutego godz. 17.00
EDIT: Tu nastąpiła drobna pomyłka – koncert Oli Kiełb odbędzie się 7 marca i raczej na nim nie będę.
- Koncert jazzowy Adam Pierończyk Trio w Zamku Sieleckim w Sosnowcu (klik) – 12 lutego godz. 18.00
Od dawna ciągnie mnie na jakiś koncert jazzowy, a teraz nadarza się świetna okazja i to niewielkim kosztem (na koncerty w Katowicach mnie nie stać
).
- „Prerafaelici, czyli urok średniowiecza” – Zamek Sielecki – 18 lutego, godz. 16.00
To cykl wykładów prowadzonych w Sosnowieckim Centrum Sztuki. Jeszcze nie wiem czy zjawię się na 100%, ale chciałabym tego posłuchać.
W zanadrzu mam jeszcze wystawę „Raz na ludowo – Jędrzej Wowro” (klik) oraz wystawę fotografii „Hades?” T. Tomaszewskiego (klik) w Katowicach, ale jeszcze nie określiłam kiedy się na nie wybiorę.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.