Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Chyba się starzeję…
Ostatnio zauważam u siebie dość dziwne oznaki zmiany osobowości. Ponieważ nie wiem do końca jak to zinterpretować, wyszło mi na to, że zaczynam się starzeć.
Przede wszystkim uzależniłam się od kobiecej prasy, którą wcześniej gardziłam. Zaczęłam śledzić modę (ale nie tą z wybiegów, raczej w co się ubrać, by lepiej wyglądać), odkryłam magię kolorów innych niż czernie i brązy (jestem na etapie uwielbienia dla odcieni fioletów i róży), spodobała mi się biżuteria, której wcześniej prawie nie nosiłam. Czytuję poradniki, artykuły dla kobiet, zaczęłam interesować się kosmetykami, maluję paznokcie (nawet u stóp o_O) . Odkryłam umiłowanie do gotowania i przyrządzania różnych potraw (a nie tylko mego sztandarowego ryżu z warzywami ^^). Czytuję więc też rubryki kulinarne (w tym miesiącu modne były potrawy z pomidorów). Regularnie wertuję Twój Styl (nie mogę się tylko przekonać do propagowanego przez to pismo feminizmu i denerwują mnie sztuczne zachwyty nad”pełnymi kształtami”, podczas gdy w każdym numerze modelki są coraz chudsze, wręcz anorektyczne). Zaczęłam interesować się fitnessem i katować się nim, wylewając hektolitry potu, w zasadzie bez większych rezultatów
Objawił się u mnie zakupoholizm, potrafię kupić dwie pary butów na raz, bo nie mogę się zdecydować, które są fajniejsze. Kupuję sukienki i spódniczki, majątek wydaję na kosmetyki. Godzinami zastanawiam się nad odpowiednią farbą do włosów. A, i jeszcze jedno. Mam bzika na punkcie torebek. I to strasznego bzika.
Wcześniej mi się to nie zdarzało. Byłam normalna. Czytałam fantastykę, oglądałam komiksy zamiast prasy kobiecej. Teraz po fantastykę sięgam z sentymentu, a zachwycam się Marquezem i Coetzee’m. W zasadzie zmiana zainteresowań literackich jeszcze o niczym nie świadczy. Dopiero wczoraj uderzyła mnie myśl, że się starzeję. Przez przypadek włączyłam program, na którym zaczynał się odcinek „Seksu w wielkim mieście”. Zatrzymałam się, obejrzałam jeden, potem drugi odcinek. I ze zgrozą zdałam sobie sprawę, że mi się podoba. Wtedy do mnie dotarło – kobieto, starzejesz się, to jasne jak słońce! Czy to straszne? Nie wiem. Ale zaczęłam zastanawiać się nad tym, co się ostatnio zmieniło, no i wyszło to wszystko, co wyżej opisałam. Raczej mi to nie przeszkadza. Tylko dziwnie się czuję, bo wcześniej nigdy by mi to do głowy nie przyszło. Nigdy nie lubiłam gazetek dla pań, zakupów, tego całego zamieszania z nowymi kosmetykami, w życiu bym nie pomyślała, że będę mieć kilka par butów i coraz więcej torebek, a na dodatek, że będę je darzyć czymś na kształt miłości. O rety… Dobił mnie ten serial. Śmiałam się kiedyś z dziewczyn, które się nim zachwycały. Nigdy wcześniej nie widziałam w nim nic fajnego. Boję się, że kiedyś obejrzę „Gotowe na wszystko” z tym samym skutkiem. Ale czy to będzie oznaczało coś złego? Tego właśnie nie wiem. To jest właśnie dziwne.
Za chwilę kolejne dwa odcinki „Seksu”. I mam ochotę go obejrzeć.
Starzeję się. Ale jak przesadzę, to niech mnie ktoś trzepnie i przypomni, że powinnam być Owieczką
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.