Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Moje ulubione słowa…
…to kawa, zaległości i bocian.
Udało mi się złożyć wniosek, jak zwykle w ostatnim dniu. Wywołało to we mnie jakieś chroniczne zmęczenie – a może to ta nadchodząca jesień? Brakuje mi trochę czasu, żeby sobie wszystko poukładać. Najchętniej wzięłabym sobie przynajmniej tydzień albo dwa wakacji i odpoczęła po ostatnich przeżyciach. Taki miesiąc miodowy
Udało mi się też wyjść za mąż. Obyło się bez komplikacji, scen przed ołtarzem (nie wahałam się długo), ani innych niespodziewajek. Teraz gotuję pyszne obiadki i czekam na powrót męża z pracy, jak przystało na grzeczną żonę. Mam też wiele innych zalet
Za dużo na raz
Mam za dużo myśli w głowie i nie mogę skupić się dobrze na jednej rzeczy. Zaczynam robić dwie, trzy rzeczy na raz, bo o każdej z nich myślę. Żadnej nie mogę dokończyć, bo w końcu nie wiem o czym myśleć, czym się zająć najpierw. Zwaliło mi się na głowę za dużo ważnych rzeczy na raz i to w terminie najgorszym z możliwych. Za dwa tygodnie ślub. Nie mogę się na niczym skupić.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.