Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
W drodze
Siedzę sobie właśnie w samochodzie i jestem w drodze na wieś, dlatego korzystając z okazji prawie dwugodzinnej podróży postanowiłam coś naskrobać. Nie jest to jeszcze wyjazd na wakacje, a raczej weekendowy odpoczynek. Dopiero za tydzień jadę na dłużej do Adrianka, a potem z powrotem na wieś, tym razem już nie wracając do miasta. Szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać, jakoś miasto źle na mnie działa i deprymuje. Tęsknię za zielenią, słońcem i ciszą. Nie mówiąc już o tęsknocie za Adusiem :* Już niedługo będziemy mieć potrójny powód do świętowania – naszą rocznicę, obronę pracy magisterskiej i Adriankowe urodziny – a to wszystko w ciągu niespełna paru dni.
W poprzednim wpisie zapomniałam dodać dwie rzeczy. Odkryłam ostatnio urok słuchania muzyki podczas pracy na laptopie
Mój poprzedni sprzęt niestety nie nadawał się do robienia kilku rzeczy na raz, a próba słuchania muzyki kończyła się zwykle katastrofą. Teraz odkrywam uroki robienia wielu rzeczy na raz i cieszenia się muzyką w tle. Ale przede wszystkim odkryłam też radia internetowe! Po przesłuchaniu kilku stacji tematycznych zatrzymałam się na RMF Classic i tak mi już zostało. Coś wspaniałego i naprawdę inspirującego! Słucham teraz niemal od rana do nocy i bardzo polecam wszystkim, którzy mają już dość skocznych i basujących piosenek ze zwykłego radia. Od czasu do czasu przerzucam się na RMF Celtic albo Muzykę Filmową, rzadziej na coś mocniejszego, ale właściwie Classic zaspokaja wszelkie moje potrzeby
A Wy słuchacie jakiś internetowych radyjek? Możecie coś polecić?
Druga rzecz, o której zapomniałam napisać, to Fable. Mój brat przyniósł mi jakiś czas temu zapas gier, w które nie grałam już naprawdę baaardzo długo (szczególnie w nowości). Myślałam, że jestem już uodporniona na tego typu rozrywkę i nic nie jest w stanie mnie pochłonąć. No cóż, po tak długiej przerwie w graniu okazało się jednak, że jest inaczej. Z ciekawości zainstalowałam sobie gierkę Fable i… no i wcięło mnie na dobre! Na szczęście teraz, po zaspokojeniu pierwszego głodu grania, potrafię się od niej odciąć nawet na kilka dni, ale wcześniej musiałam do niej zajrzeć przynajmniej raz dziennie. Wychowana na Baldurach i tego typu grach byłam szczęśliwa jak dziecko mogąc znaleźć żonę dla swojego bohatera, zmienić mu fryzurę, kupić sobie dom i pierdzieć, bekać i tańczyć! Czasem mi się wydaje, że dla mnie bardziej odpowiednie byłyby Simsy, a nie gry RPG
W każdym razie Fable to świetna gra, bardzo wciągająca i nawet ma fajną fabułę, ciekawy sposób rozwijania bohatera i kierowania jego losami oraz mnóstwo dodatkowych akcji, które można wykonać (zostałam nawet burmistrzem!). Jedyne co może boleć damską część graczy to fakt, że nie ma możliwości grania żeńską postacią. Szkoda – wszak nic nie stałoby na przeszkodzie, gdyby zamiast męskiego bohatera posiadającego siostrę, grać bohaterką mającą brata. No ale jak na pierwszą grę po ogromnej przerwie – jestem zachwycona
Ech, coś czuję, że zamiast połazić po lesie w ten weekend, spędzę go siedząc w domu – wnioskuję po tym, jaką widzę pogodę za oknem. Momentami leje tak bardzo, że niewiele widać przez szybę. No i tym optymistycznym akcentem kończę ten dzisiejszy podróżny wpis.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.