Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Zmiany planów
Nastąpiły drobne zmiany w wakacyjnych planach. Nastąpiły już ponad tydzień temu, ale ja piszę o tym dopiero teraz, bo bez reszty wsiąknęłam w forumowy świat literatury. Ale po kolei. Planowane wyjazdy przesunęły się o jeden tydzień z różnych względów, ale za to ostatni weekend spędziłam wspaniale z Adriankiem na moim „ranczo”
Przyznaję, było bardzo leniwie, ale pogoda też nas nie rozpieszczała, więc leżenie w łóżku było jak najbardziej na miejscu. Za to już jutro to ja jadę do Adriana i to na cały przyszły tydzień i będziemy nadrabiać zaległe świętowania. A mamy ich baaardzo dużo!
Natomiast co do tego forumowego świata literatury – pierwszy raz w życiu zdecydowałam się zarejestrować na innych forach niż LI i aktywnie brać w nich udział. Nie są to jednak byle jakie fora, ale o tematyce ściśle związanej z literaturą. Pierwsze z nich mnie trochę rozczarowuje swoim niskim poziomem, dwulinijkowymi postami i natłokiem bzdurnych tematów nie mających z literaturą nic wspólnego. Drugie forum to dla mnie niemal raj na ziemi i czuję się tam wspaniale (i to wcale nie dlatego, że pochwalili moje opowiadanie
). Po prostu widać, że dyskusja jest dyskusją, że jak komuś podoba się książka, to potrafi to uargumentować, a wiedza większości użytkowników na temat literatury i języka jest zadowalająca. Jednym zdaniem – mogę się tam czegoś nauczyć, a o to mi właśnie chodziło, szukając takiego miejsca w sieci. No i właśnie tam spędzam ostatnio sporo czasu, czytam, trochę piszę, ale na razie głównie śledzę i uczę się. Czuję, że bardzo mi się to przyda, już patrzę inaczej na to, co piszę. No i właśnie – piszę! Mam parę pomysłów na przerobienie moich starych opowiadań, żeby je trochę podrasować i polepszyć. Mówiąc prosto – jestem zadowolona z tych poszukiwań. Zamykanie się w obrębie jednego miejsca i nie wyściubianie poza niego nosa, okazuje się kiepskim sposobem na rozwój. Teraz już wiem, że są miejsca lepsze i gorsze, ale bycie w nich nową osobą i poznawanie środowiska, to coś fajnego i odkrywczego. Okazało się, że lubię być nowym użytkownikiem
Dodam może jeszcze, że na Dia ti wrzuciłam już kilka notek, głównie z informacjami, które mnie w ostatnim czasie zainteresowały. Ciągle szukam czasu i natchnienia do opisania moich wrażeń po przeczytaniu cyklu o Zawrociu. A dzisiejszego wieczora kończę Sprawiedliwość owiec (specjalnie wczoraj odłożyłam lekturę na kilka rozdziałów przed finałem, żeby mieć jeszcze dzisiaj przyjemność z czytania
). Będzie o czym pisać, jak tylko wrócę od Adrianka
Powrót po przeprowadzce!
To jednak nie o moją przeprowadzkę chodzi, lecz mojego bloga
A właściwie trzech blogów. Nie obyło się bez kilku zmian, ale mam nadzieję, że wszystkim to wyjdzie na dobre. Na herbacianym blogu nowa skórka i nowy image. Może dzięki temu będziecie mnie tłumniej odwiedzać, a ja sama będę miała więcej motywacji do pisania tutaj. Do pisania w ogóle. Na drugim blogu, Thaumadzein, zwanym potocznie Zdziwieniem, również nowa skórka i mocne postanowienie, że po roku milczenia będę miała więcej czasu i tematów do pisania. Adrian obiecał, że mi pomoże, a skoro już obiecał i jest współautorem, to będę go męczyć o te kilka postów
Najwięcej jednak zmian na Dia ti. Z tym też blogiem miałam najwięcej problemów techniczno-organizacyjnych i włożyłam w niego najwięcej pracy. Zmieniła się również jego tematyka – pisanie na temat dokonań filozofów nie miało większego sensu, jeśli podobne informacje można już znaleźć na wielu serwisach, natomiast podejmowanie filozoficznych rozważań na własne tematy jest już celem Zdziwienia. Dlatego żeby nie dublować tematyki postanowiłam wreszcie pisać o czymś, co mnie od jakiegoś czasu mocno zajmuje i interesuje – o literaturze i swoich przemyśleniach na ten temat. Nie obiecuję, że będzie to jakieś bardzo ambitne i odkrywcze, ot po prostu to, co mnie w tym zajmuje. Liczę, że będziecie mnie tam również odwiedzać. Postaram się dawać informacje o nowościach tam wrzucanych. Jak na razie napisałam bardzo wstępnego posta i zamieściłam kilka informacji o moich ulubionych pisarzach. Szykuję też krótką relację z moich przeżyć po przeczytaniu cyklu o Zawroci pani Hanny Kowalewskiej, która stała się dla mnie wzorem – och jakże chciałabym mieć taki styl jak ona!
A co nowego u mnie? Cieszę się już wakacjami i trzymam kciuki za wszystkich, którzy jeszcze się egzaminują, zwłaszcza za Adrianka, który niedługo broni pracy magisterskiej
Sama mam zamiar przez te wakacje napisać przynajmniej dwa rozdziały swojej pracki. Mam nadzieję, że się zmobilizuję i że się uda. Właściwie to musi się udać, nie zakładam innej opcji. Poza tym wakacje miną raczej pod znakiem krajobrazów wiejskich – trochę tu, trochę tam, ale mam nadzieję, że głównie z dala od miast. Na szczęście jestem już zaopatrzona w mobilny internet, więc nie powtórzy się historia z zeszłego roku
Zabieram ze sobą (oprócz książek do magisterki) głównie serię klasyki romansów z XIX wieku, a co jeszcze, to zależy od tego, ile miejsca zostanie mi na bibliotecznych kartach po wypożyczeniu wszystkiego, co mi będzie potrzebne do magisterki. Stawiam głównie na klasykę, chociaż może też coś z nowości? No chyba, że w ręce wpadnie mi naprawdę ciekawa książka z fantastyki. Zobaczymy też co mi zaoferuje biblioteka w Mniowie
Jeśli chodzi o moje pisarskie dokonania na razie jestem w kropce. Poza kawałkiem napisanym o dziewczynce z magiczną kulką, mam tylko nowe pomysły (podobno fajne), spisane jako szkice. Brakuje mi jakiegoś zacięcia, żeby w ogóle zacząć pisać. Jak już się siądzie i pisze, to jest jakoś łatwiej i idzie. Czytałam ostatnio o pisarkach, które były tak zdyscyplinowane i zorganizowane, że cały swój dzień miały rozplanowany godzina po godzinie i miały czas i ochotę na wszystko to, co zaplanowały. Trzy godziny pisania, potem spacer, potem czytanie książek, potem pisanie listów etc. Taka była na przykład Virginia Woolf. Każda godzina dnia zagospodarowana, każda wykorzystana, wszystko według planu. Ja też muszę mieć plan i żyję z kalendarzem w dłoni, ale chyba nigdy nie będę potrafiła być aż tak zorganizowana. U mnie wszystko zależy od nastroju, no chyba, że coś jest moim obowiązkiem. Pisanie nie powinno być obowiązkiem, przynajmniej nie teraz. Pociesza mnie to, że większość „normalnych” piszących ludzi nie ma takiego charakteru, na dodatek ma znacznie więcej obowiązków niż jedynie tylko pisanie i odpowiadanie na listy (no dobrze, ja nie narzekam póki co na nadmiar obowiązków). Nie każdy rodzi się z tym darem, ale bynajmniej nie jest to coś naturalnego, choć na pewno jest to godne pozazdroszczenia. Póki co, muszę poważnie nad sobą popracować – szczególnie nad systematycznością, bo pomysłów to mi nie brakuje.
Nie chcę już pisać o tym, co mnie ostatnio nawiedziło i pragnie zostać napisane. Obawiam się, że gdy już to wypowiem, trudniej mi to będzie napisać, tak jak w przypadku magicznej kulki. Zdradzę tylko, że pierwsza rzecz to opowiadanie o złodziejach czasu (kiedyś już tu pisałam, że kiedyś powstanie takie opowiadanie, ale jeszcze wtedy nie miałam na nie konkretnego pomysłu – tym razem jestem już gotowa). Druga rzecz szykuje się na coś większego. Sam szkic w wielkim skrócie zajął mi kilka stron zeszytowych dość zwartego pisma. Rzecz będzie o intrygach, zdradzie, wielkich namiętnościach i wygórowanych ambicjach w klimacie średniowieczno-renesansowego świata wykreowanego. Natchnieniem był pewien słynny rokosz, na temat którego miałam ostatnio ciekawy „wykład”
Mam tylko nadzieję, że nie skończy się jak zawsze – na trawiącym mnie od wewnątrz pomyśle… Ktoś ma na to jakąś radę?
Jeszcze dłuższa przerwa :-)
Tak dawno mnie tu nie było, że nawet odnaleźć się na wordpressie nie mogę
Nowa szata graficzna, chyba jakieś nowe opcje? Wygląda fajnie, ale i tak bardziej podoba mi się ostatnio blogspot. Jakoś tak… bardziej kreatywny i więcej rzeczy można na stronie zmieścić.
Ale chyba nie o tym miałam pisać. Tak, tak – bardzo długo mnie nie było. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. Zmieniłam stan skupienia ze stałego na płynny. Przeszłam rehabilitację która nic nie dała. Pożegnałam się z cukrem i innymi przyjemnościami. Zaczęłam się aktywizować. Zostałam zasypana robotą na studiach (czasem się cieszę, ze nie pracuję, bo nie wiem co by się działo, jakbym miała jeszcze mniej czasu niż teraz). Zakochałam się w Czesiu.
To tak w skrócie. Pewnie cośtam się jeszcze wydarzyło, ale zdaje się już nie pamiętam. Postaram się częściej coś skrobnąć. I zapraszam na moją nową stronkę, która dopiero powoli powstaje i przejmie rolę takiego skarbczyka moich przemyśleń i wątpliwości – choć pewnie częściej wątpliwości.
Thaumadzein – zdziwienie rzeczywistością
A na zakończenie – Czesio – Jak się nazywasz?
Ktoś mnie dobije?
Obiecałam, więc wypada coś napisać.
Mam swoją małą, nieszczęsną stronkę (i mam nadzieje, że kiedyś będzie naprawdę duża i poważna!). Powinna niedługo „oficjalnie” ruszyć. Mam w planach zrobić ich więcej i miejmy nadzieję, ze się uda. Póki co to moja jedyna praca, więc przykładam się bardzo. Tylko niestety – egzamin! Zaczyna mnie to prześladować…. (….) <— Wycięłam dwa zdanka przeczytawszy dokładnie regulamin AdSense. Nikogo do niczego nie namawiam – żeby było jasne
Jeśli lubicie piłkę nożną, chcecie się dowiedzieć czegoś o kontuzjach i czerwonych kartkach – Zapraszam na „Kontuzje i Wykluczenia„!
Za niecały tydzień mam ten egzamin i nadal nie znalazłam w sobie siły, żeby zacząć się uczyć. Nie wiem co będzie dalej, mam tylko nadzieję, że uda mi się wziąć w garść jeszcze przed czwartkiem…
Jestem cały czas na prochach inaczej nie wiem czy dałabym radę wysiedzieć czy leżeć. Dzisiaj rano obudziłam się już z bólem, bo leki przestały działać. Wiem, że to moja wina, przynajmniej jeśli chodzi o kręgosłup. Sama nie wiem co mnie napadło, przez bite siedem godzin bez przerwy sprzątałam, myłam, odkurzałam, układałam, skakałam po stołkach, meblach i generalnie pucowałam dom – cokolwiek byle nie siedzieć i nie myśleć bez przerwy. A potem położyłam się dosłownie na chwilkę, żeby odpocząć i… już nie wstałam. To znaczy nie mogłam wstać, a podróż do łazienki zakończyła się płaczem z bólu
Teraz dalej boli, na szczęście mogę wstać, mogę chodzić, trochę gorzej z siedzeniem, ale też wytrzymuję. Nie jest za ciekawie.
Trochę lepiej jeśli chodzi o pisanie. Miałam przez trochę powrót weny, napisałam opowiadanie, jak na razie nawet się podoba. Zobaczymy co z tym będzie później. Ostatnio mnie naszło na dokończenie opowiadania pt. „Ścieżka”, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Chodzi mi po głowie coś nowego, ale przeraża mnie myśl o egzaminie, więc nawet nie zaczynam pisać…
Póki co… muszę się położyć. Ma ktoś ochotę mnie dobić??
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.