Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Długa przerwa
Nie było mnie tu sporo czasu. Zbyt wiele się dzieje i zbyt wiele spraw na głowie, żeby cokolwiek pisać. Jak jest źle, to po prostu nie ma siły, jak jest dobrze, to nie piszę, żeby nie przegapić żadnej dobrej chwili. Teraz znowu jest sesja egzaminacyjna, więc nie bardzo jest czas na cokolwiek. Przynajmniej jednak mogę się pochwalić w miarę dobrymi ocenami
Przede mną jeszcze dwa egzaminy i praktycznie cały luty wolny. Jest się z czego cieszyć. Niedawno nawet w jednej wolnej chwili przysiadłam nad zapowiadanym kiedyś dawno temu opowiadaniem o pewnej małej dziewczynce. Teraz znowu leży i czeka na lepsze czasy. A tak w ogóle, to odbiło mi na punkcie etyki, pochłaniam w każdym dogodnym momencie książkę za książką. Może wreszcie odnalazłam coś, w czym naprawdę dobrze się czuję. Zapisałam się już na przyszły semestr na wszystkie zajęcia jakie były z tej dziedziny (niestety niewiele tego, a ja czuję wciąż głód wiedzy…). Przetrawiam obecnie Arystotelesa „Etykę nikomachejską” przeplatając ją książkami i artykułami Ossowskiej. Sama muszę przyznać, że ostatnio dużo czasu poświęcam książkom i nauce, niekoniecznie ściśle związanymi z sesją egzaminacyjną
Aha, zapomniałabym. Jakiś czas temu pisałam, że mam zostać matka chrzestną. Teraz mogę się pochwalić, że ta podniosła chwila już nastąpiła
Moja Sandra:
Prawie jak matka…
Dzisiaj chciałabym się pochwalić
Istnieją sobie na świecie takie dwa słoneczka, dla których niedługo będę matką! Matką chrzestną oczywiście. Zawsze kochałam dzieci, niestety w najbliższej rodzinie jakoś nikt nie kwapił się do ich posiadania, a w dalszej rodzinie w kolejce do „matkowania” byłam gdzieś na szarym końcu. Aż tu nagle w tym roku okazało się, że poproszono mnie o trzymanie dziecka do chrztu i to dwa razy! Fajnie jest mieć świadomość, że połączą mnie głębsze więzi z dwójką maluszków, że będę dla nich znaczyła coś więcej. Nie chcę być tylko jakimś symbolem, zwykłą ciotką, która odwiedza dzieci kilka razy w roku przynosząc prezenty, nie zawsze fajne z resztą. Okropne dla mnie jest to istniejące w świadomości ludzi przeświadczenie, że matka chrzestna to ma przechlapane, bo musi tylko szastać kasą i dawać prezenty częściej niż reszta rodziny, do niczego innego w sumie się nie nadaje. Bycie matką chrzestną to przecież coś więcej, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to odpowiedzialne zadanie, nie tylko ze względów religijnych. Symbole mają swoje głębokie znaczenie, a to przecież jest ważny symbol. A może po prostu przeceniam swoją rolę? W końcu kto się teraz przejmuje takimi „pierdołami” jak symbole, więzi czy głębokie znaczenie.
Tak czy inaczej cieszę się i nawet pochwalę się moimi słoneczkami:

Ten płowowłosy i błękitnooki aniołek, to Kubuś, w rzeczywistości diablę wcielone (podobno przejdzie mu po chrzcinach
). Ma tak intensywnie niebieskie oczka, że można się w nich zakochać bez opamiętania i utopić. Prawdopodobnie wyrośnie z niego łamacz damskich serc, tancerz, pływak tudzież elektryk, informatyk lub po prostu człowiek-demolka. Ma nieco ponad rok, a jego ulubionym zajęciem jest wyłączanie wszelkich wtyczek z kontaktów, włączanie i wyłączanie telewizora i komputera, zabawa przy kuchence gazowej, porządkowanie szafek (to znaczy wyrzucanie wszystkiego z mebli w pokoju i kuchni, jeśli tylko uda mu się coś otworzyć) i oczywiście taniec! Spokojnie mógłby wystartować w następnej edycji You Can Dance
Poza tym wielbi wszystko co jest mokre, szczególne lubi się myć we wszystkim co choć trochę przypomina wodę, nie ważne czy to soczek, czy woda z ogórków
A, no i lubi kocie żarcie. I dziwi się, że tak na niego krzyczą, jak uda mu się coś podjeść kociakom
W skrócie – od kiedy zaczął chodzić trzeba mieć oczy naokoło głowy i obserwować go bacznie, a nawet zawsze być o krok przed nim w razie gdyby znowu przyszło mu coś ciekawego do głowy. Słodki, prawda?

A ta uśmiechnięta kruszynka to Sandrunia. Nie ma jeszcze trzech miesięcy, dlatego trudno o niej powiedzieć coś sensacyjnego
Lubi spać i jeść… potem znowu spać… i bardzo lubi się uśmiechać! Macha rączkami i nóżkami, gaworzy, a jak zdejmie jej się czapeczkę, to ma nawet całe mnóstwo włosów
Niestety mieszka bardzo daleko, bo aż w Koszalinie i częste odwiedzanie jej z wiadomych względów jest niemożliwe… ale pocieszam się tym, że jej rodzice myślą nad przeprowadzką do Sosnowca. To by było dopiero fajnie!
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.

