Trochę przemyśleń, jedno natchnienie i magiczna kulka

Naszła mnie ostatnio dość dziwna, zaskakująca, ale chyba bardzo trafna myśl. Od dawien dawna w krąg swoich zainteresowań wpisywałam RPG. Ale jakby na to nie patrzeć wcale tak nie jest. I ta myśl właśnie przetoczyła się po moim umyśle niczym grom z jasnego nieba. Rozważając jednak wszystkie „za” i „przeciw” musiałam przyznać sobie rację. Nic nie wskazuje na to, że temat ten w jakimś większym stopniu jest mi bliski. Poczynając od tego, że ostatnią poważną sesję zagrałam około pięciu lat temu (nie licząc jednej sesji na konwencie i jednej na zlocie LI – nie można tych sesji nazwać pełnoprawnymi przygodami, raczej epizodami w warunkach graniu niesprzyjających). Jednak sam brak sesji nie jest jeszcze zjawiskiem decydującym – najciekawsze jest to, że sesji „na żywo” unikam jak ognia. Mając w przeszłości niejedną propozycję grania, wszystkie z góry odrzucałam i cały czas czuję w sobie takie wewnętrzne „fuj”, gdy pomyślę o takiej formie sesjowania. Do tego nie interesują mnie niemal zupełnie wszelkie systemy, czy to nowe, czy to stare. A już najmniej interesuje mnie mechanika i wszelkie kwestie z nią związane. Światy, klimaty – owszem, z takimi tematami mogę się zapoznawać, ale myśl o czytaniu podręczników mnie odrzuca. Podobnie omijam wszelkie artykuły czy forumowe tematy tego typu. Pozostał mi wciąż sentyment do Świata Mroku, zwłaszcza Wilkołaka, ale nie czuje w sobie potrzeby głębszego zgłębiania jakiś dodatków czy odświeżania sobie zasad podręcznikowych (nie byłam szczęśliwa, gdy musiałam to robić prowadząc sesję na forum). Jednym słowem nie za bardzo interesuje mnie to, co jest w zasadzie sednem RPG. Interesuje mnie natomiast tworzenie opowieści i pisanie, nie tylko samodzielne, ale i z innymi ludźmi. Dlatego właśnie stwierdziłam, że powinnam w krąg swoich zainteresowań zaliczyć raczej PbF, niż RPG. Uświadomienie sobie tego było dość dziwne, ale naprawdę bardzo trudno nazwać mnie w tej chwili fanką gier fabularnych, choć do niedawna za taką się uważałam. I – no cóż – nie jest mi z tym jakoś przesadnie źle. Zawsze lepiej mi się pisało niż opowiadało.

A propos tworzenia opowieści. Wyobraźcie sobie starą, przedwojenną kamienicę, z niewielkim, mrocznym podwórkiem, ciasnymi piwnicami, ogromnym strychem, balkonem łączącym ją z drugą kamienicą. Intrygujące zakamarki, tajemnicze małe drzwi umieszczone w połowie zakręcających, stromych schodów, strych zagracony starociami, wysokie, trzeszczące mieszkania z tykającymi zegarami z kurantem, a nawet kukułką. Starzy ludzie i… jedna mała dziewczynka mieszkająca z dziadkami. Dziecko, które nie mając żadnych towarzyszy zabaw samo musi zająć się sobą. Można pomyśleć, że stara, smętna i bura kamienica będzie ostatnim miejscem odpowiednim do zabaw dla samotnej dziewczynki, ale wystarczy odrobina wyobraźni, by wiele się zmieniło. Szczególnie, gdy na każdym kroku można znaleźć tyle ciekawych przedmiotów, które mogą służyć do zabawy – poczynając od drewnianej toaletki z wielkim, zakurzonym lustrem, porzuconej na strychu, aż do małej, szklanej kulki znalezionej w piwnicy między bryłkami węgla. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy okazuje się, że historie, które wymyśla owa mała dziewczynka (a te dotyczą zwłaszcza dziwnej szklanej kulki) zaczynają stawać się prawdą.

Tak w skrócie wygląda szkic pomysłu na opowiadanie. Właściwie o dziewczynce ze starej kamienicy zaczęłam pisać już ponad rok temu, wtedy powstał pierwszy pomysł na serię krótkich opowiadań o tym co potrafi bujna wyobraźnia małego dziecka, skazanego na samotne zabawy. Ale pisanie bardzo mi nie szło, czegoś mi brakowało, jakiegoś niezbędnego elementu. Historyjki były gotowe, siedziały w mojej głowie, ale nie chciały wyjść. I dopiero teraz wiem, że jestem gotowa napisać coś, co ma ręce i nogi, a nie jest tylko zbiorem dziwnych sytuacji. Teraz będzie to jedno, dłuższe opowiadanie, z konkretną fabułą, która będzie wiązać ze sobą te wszystkie drobne historie, które wcześniej chciałam opisać osobno. Mam nadzieję, że w tym wielkim skrócie brzmi interesująco na tyle, że będziecie chcieli dowiedzieć się więcej i przeczytać całość, gdy już powstanie.

Swoją drogą to bardzo ciekawe i interesujące zjawisko – jak jeden niewielki pomysł, krótkie natchnienie, jakiś bodziec w postaci myśli nagle przeradza się w fabułę opowieści. Czasem chciałabym być posiadaczką maszyny, która zapisywałaby od razu wszystkie moje myśli, które pojawiają się w głowie. Ale doszłam do wniosku, że to niekoniecznie byłoby takie dobre. Gdybym miała taką maszynę w momencie, gdy przyszedł mi do głowy pomysł z kamienicą – spisałaby kilka krótkich, pozbawionych większego sensu historyjek. Właściwie miałyby znaczenie tylko dla mnie, gdyż pomysł ten ma swoje drugie dno, bardziej prywatne. Ale w sumie nic ponadto. Ale gdy pomysł siedzi w głowie nawet i kilka miesięcy, zaczyna się zmieniać, obracać, przewracać i nabierać nieraz dziwnych i zaskakujących kształtów. Podobnie jest z innymi moimi pomysłami. Większość ginie śmiercią naturalną, pojawiają się na krótko, męczą, dręczą, a potem odchodzą. Nieraz gdy znajduję jakieś krótkie zapiski dotyczące pomysłu, który przyszedł mi do głowy dawno temu, zupełnie nie pamiętam o co chodziło i co właściwie miałam na myśli spisując szybko kilka słów-kluczy. To chyba oznacza, że nie były to pomysły, które miały za zadanie dojrzeć i wykluć się. Ale jest kilka takich, które krążą po mojej głowie od dawna, a jeden krąży od niedawna, ale za to bardzo intensywnie. Nie wiem tylko kiedy uznam je za na tyle dopracowane, by je spisać do końca. Kiedyś wystarczyło mi jedno natchnienie, by usiąść i napisać opowiadanie. Zupełnie bez głębszego przygotowania, po prostu to, co wymyśliłam od razu pisałam. Teraz jest zupełnie inaczej. Pomysły leżakują, a ja piszę po krótkim fragmencie co jakiś czas. Mam już kilka takich otwartych i ciągle tworzących się projektów (najstarszy zaczęłam pisać ponad dwa lata temu), ale też kilka jeszcze zupełnie nie zaczętych. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Z pewnością trwa to o wiele dłużej i boję się, że skończę wreszcie jak Joseph Grand z „Dżumy”… Z drugiej strony może lepiej mieć jedno dopracowane opowiadanie raz na rok, niż kilka zmarnowanych pomysłów w opowiadaniach raz na miesiąc.

W każdym razie opowiadanie o dziewczynce z kamienicy wydaje mi się niemal gotowe, jako pomysł do spisania. Mam tylko nadzieję, że teraz uda mi się je w miarę szybko przelać na papier i zrobić to w taki sposób, by było zjadliwe dla czytających. Potrzebuję tylko dopingu ;-)

Zainteresowany tematem "Numer 12 – Zaprawdę powiadam wam…"? Sprawdź ten link!

Komentarze

Wpis "Trochę przemyśleń, jedno natchnienie i magiczna kulka" zawiera 2 komentarze

  • sayane pisze:

    „Światy, klimaty [...] Interesuje mnie natomiast tworzenie opowieści i pisanie, nie tylko samodzielne, ale i z innymi ludźmi.” – jak dla mnie to jest sedno RPG.

  • smartfox pisze:

    Owszem sedno, ale jednak dla mnie RPG to jednak tworzenie opowieści z innymi ludźmi siedzącymi obok mnei :) . W sumie rozumiem Cię doskonale Millka. Ja znowuż w drugą stronę, zajarzyłem, że jednak PBF to dla mnie namiastka RPG. Coraz mniej mi się chce i grać i prowadzić PBFy, o wiele chętniej te pomysły realizuję w warunkach realnych na prawdziwej sesji, kiedy rozmawiam z żywymi ludźmi, wchodzę z nimi w interakcję. PBF to dla mnie jednak zaledwie lizanie cukierka przez szybę. Natomiast faktycznie to świetny sposób na szlifowanie języka i stylu, zwłaszcza w krótkich formach.

    Mi ostatnio coraz bardziej brakuje czasu i kiedy już go mam, wolę sesję w realu.

    A na opowiadanko czekam. Jeśli by się dało je przeczytać, to byłym hepi :)

    Pozdr

  • Millyanna pisze:

    Sayane:
    Klimat i świat to faktycznie sedno RPG, mechanika jest tylko dodatkiem. Ale już pisanie opowieści, tworzenie jej z innymi właśnie słowem pisanym – to już bardziej domena PbF. Dla mnie przez bardzo długi czas RPG równało się PbF, ale znam sporo osób, które burzą się na takie przyrównywanie. Być może granica zaczyna się zacierać, ale mimo wszystko póki co RPG to przede wszystkim rozgrywki na żywo. Dlatego wolę się określać mianem fanki PbF :)

    Kitsun:
    No i to był odpowiedni doping do napisania tego opowiadania :D Może się będzie dało je przeczytać – postaram się pisać na klawiaturze wyraźnie ;)

    Szkoda, że granie na forum przestaje Cię interesować. A ja najwyraźniej lubię lizać cukierki przez szybę i tak mi bardziej smakują :P W sumie ja też nie mam dużo czasu, ale gdy mam się spotkać z kimś, kto nawet interesuje się RPG, wolę takie spotkanie poświęcić na inne rzeczy, a w wolnej chwili przysiąść nad postem. Ot, stoimy na dwóch biegunach tego samego zjawiska, zwanego graniem.

  • LadyMarget pisze:

    Witaj. Trafiłam tu przypadkiem. I chciałabym Cię zdopingować, ponieważ pomysł z kamienicą i małą dziewczynką jest fantastyczny! Być może też dlatego tak mnie pobudza, bo ja kocham kamienice. Szare, bure, mroczne kamienice, ale brakuje mi w nich zawsze koloru i życia. Więc pomysł z „kolorową” i żywą dziewczynką jest genialny i aż go pozazdrościłam :) Tym bardziej, że sama jestem niespełnioną wciąż pisarką i aktualnie proszę nadświadomość o pomoc w przelaniu czegoś na papier. Powodzenia!

  • Millyanna pisze:

    Witaj LadyMarget. Usiądź i rozgość się – miejsca jest tu pod dostatkiem. Może filiżanki herbaty? :)

    Cieszę się, że pomysł na opowiadanie Ci się podoba. Mam nadzieję, że wkrótce ujrzy światło dzienne. A może pochwalisz się swoimi pracami? Chętnie poczytam coś Twojego, skoro twierdzisz, że musimy być do siebie podobne. Miło znaleźć pokrewną duszę :)

    Mam nadzieję, że zajrzysz do mnie czasem. A Ty masz jakąś swoją przystań internetową?

Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Łyżeczka cukru

  • Ostatnie wpisy

    • Chyba się starzeję…
    • Warsztaty Twórczego Pisania.
    • Kolejny szczebel w edukacji i zasłużony odpoczynek
    • Wiosno, gdzie jesteś?
    • Gala operetkowo-musicalowa „Jaka piękna jest operetka”
  • Kategorie