A co w przyszłości…?

Jaka praca może być odpowiednia dla osoby, która studiuje filozofię, uwielbia pisać i czytać, ma słabość do pracy papierkowo-biurowej i wszystkiego, co się z nią wiąże (ach, długopisiki, zeszyciki, teczki, segregatory, wypełnianie papierków, druczków, oficjalne pisemka…), nie wyobraża sobie wakacji krótszych niż półtora miesiąca, jest idealistką i uważa, że ma do spełnienia misję?

Nie pozostaje mi nic innego, jak zostać nauczycielką.

Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej wydaje mi się to logiczne. Połączę przyjemne z pożytecznym. Jako dziecko moją ulubioną zabawą było udawanie nauczycielki. Uwielbiałam dwie rzeczy – pisać kredą po tablicy i… uzupełniać dziennik ^_^

No dobrze, mam dość rzadkie skrzywienie polegające na tym, że uwielbiam biurokrację. Mało kto o tym wie… Ale tak naprawdę, gdy pracowałam w Sądzie, to byłam w swoim żywiole. Papierki! Akta! Teczki! Wypisywanie rubryczek, zawiadomień, wezwań, uzupełnianie dokumentów… A kiedy w hipermarketach przechodzę obok stoisk z artykułami biurowymi, to mnie telepie z chęci posiadania tych wszystkich wspaniałości -_- Teraz już wiecie – jestem biurokratycznym potworem. Pedantyczną bestią uwielbiającą żeby wszystko było zapisane, uporządkowane i zrobione zgodnie z procedurą. Ależ ja tęsknię za czasami pracy w Sądzie, gdzie był wręcz nieziemski klimat biurokracji.

Jaka praca zapewni mi więcej wrażeń papierkowych, niż praca nauczyciela? Do tego zawsze podobała mi się rola przekazującego wiedzę, otwierającego młode umysły na nowe horyzonty. Zaczęłam się przygotowywać do praktyk w szkole, czytam dużo różnych rzeczy, ciekawych programów nauczania, schematów lekcji i myślę sobie, że to naprawdę jest super. Że potrafiłabym zrobić coś takiego, a może nawet lepszego. Że jest tyle świetnych rzeczy, które można pokazać dzieciakom, tyle fajnych tematów do poruszenia.

No i tu zaczyna się jedyny szkopuł tego wszystkiego. Dzieciaki. Młodzież. Koszmar. Gdyby dało się to jakoś obejść… No ale jak tu uczyć bez uczniów? Za dużo wiem o tych bestiach, żeby wierzyć w to, że „wszystko będzie dobrze”. Teoria teorią, ale w praktyce jest gorzej, niż to wynika z bajkowych scenariuszy lekcyjnych.

Ogólnie – praca nauczyciela = cool. Im więcej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że lepszego połączenia interesujących mnie aspektów nie znajdę (praca naukowa jednak bardziej mnie przeraża niż nawet te małe potworki…). Więc? Okaże się po pierwszych praktykach.

Informacje na temat "Sorry że się" znajdziesz tutaj

Komentarze

Wpis "A co w przyszłości…?" zawiera 2 komentarze

  • smartfox pisze:

    No co mogę rzec… Powodzenia:)
    A racja, bajki bajkami, a rzeczywistość. No pocieszę, że są niefajne i fajne dzieci, i tych fajnych mimo wszystko więcej.

    Pozdr

  • merill pisze:

    Ja też mam zamiar zrobić kurs pedagogiczny… i mam nadzieję, że przywróca kary cielesne w szkołach:D:D:D, bo to co mi opowiada kuzyn chodzący do gimnazjum, jeży włos na głowie:/, powodzenia Owieczko.

    PS. Jakby się opierali to weź przykład z armii rzymskiej – dziesiątkowanie:p, tyle, że co dziesiąty w dzienniku dostanie pałę:)

  • telemach pisze:

    Ty to tak poważnie? Chcesz uczyć bo lubisz materiały biurowe mimo że nie cierpisz dzieci? Podziwiam szczerość. A tak na marginesie: wyobraź sobie że miałaś wypadek. Operuje Cię lekarz który wybrał ten zawód bo lubi biały kolor i fartuchy, zawsze chciał mieć zawód gdzie w prezencie dostaje się koniak. Tyle że nie znosi widoku krwi i nie jest dla niego zbyt ważne co robi…

  • Millyanna pisze:

    Nie, wręcz przeciwnie – kocham dzieci. Notka miała mieć wydźwięk raczej humorystyczny. Choć sporo w niej prawdy. Nie zaprzeczysz, że dzisiaj w polskich szkołach nie dzieje się dobrze i zawód nauczyciela jest coraz mniej popularny i wybierany. Ja mimo wszystko chciałabym spróbować. Nie ze względu na „materiały biurowe” (to dziwne, że nie zauważyłeś w tym miejscu lekkiej autoironii i sporego przejaskrawienia, ale być może to wina tego, że nie znasz mnie ani mojego sposobu pisania i wyrażania siebie), lecz dlatego, że im więcej ludzi chce coś zmienić, tym większa szansa na to, że się uda. Ja chciałabym pokazać dzieciakom cudowny świat filozofii. Myślę, że jest wiele fantastycznych sposobów na to, żeby zainteresować tym bardzo młodych ludzi i pokazać wiele możliwości, jakie niesie ze sobą filozofia czy etyka. To mnie właśnie fascynuje i tego chciałabym spróbować. A najlepiej byłoby zacząć już w podstawówce, co jest pewnego rodzaju moim wielkim życzeniem, jeśli nie marzeniem (pewnie znowu naiwnie, ale wierzę, że nawet dzieci, które nie mają szans wynieść z domu ani dobrego wychowania, ani dobrego wykształcenia, dzięki dobrym nauczycielom i odpowiedniemu podejściu już we wczesnym wieku, mogą jednak dostać sporą szansę od losu; niestety takie dzieci spisuje się przeważnie na straty; to też oczywiście piękna teoria, która wymaga w praktyce bardzo wiele zachodu, ale jeśli choćby jedno dziecko miało na tym skorzystać, to czemu nie?). Na szczęście Unia Europejska wywiera teraz na Polskę duży wpływ i już np. do 2009 roku w każdej szkole ma pojawić się etyka. Na razie tylko jako opozycja do religii. To wielka szkoda i trochę krzywda dla dzieci, dawać im wybór między uczęszczaniem na religię, a uczęszczaniem na etykę, no ale od małych kroczków się zaczyna. Póki co jestem pełna zapału, pomysłów i nadziei. Ale także ogromnego lęku. Właśnie przed dziećmi. Co nie znaczy, że ich nie cierpię. Znam ludzi, którzy myślą, że jak oni będą uczyć, to będzie inaczej. Bo to są ONI. Ja nie mam złudzeń, szczerze rozmawiam z nauczycielami, kilku znam dobrze (pozdrowienia Kits ;) ), pamiętam też jak to było, gdy sama chodziłam do szkoły i dlatego wiem co mnie może czekać. Generalizowanie i przerysowanie w notce jest niejako wyrazem moich obaw i lęków.

    Tak więc nie musisz się martwić i uświadamiać mi mojej ignorancji. Nie zrobię nikomu krzywdy i jestem może mniej nienormalna, niż to wynika z notki. Pozdrawiam serdecznie.

  • telemach pisze:

    Ach, gdybym zdolal to co powyzej napisalas dostrzec od razu! Ale nie zdolalem. Naturalnie nie odnalazlem ironii bo jej nie poszukiwalem. Potraktowalem Twoj tekst doslownie, chyba juz zbyt dlugo tulam sie po swiecie aby natychmiast rozpoznac nasze subtelne poczucie humoru.
    Nie zamierzalemtez Ci uswiadamiac Twej ignorancji bo ani ku temu sie nie czuje powolany, ani tez nie mam wrazenia ze jestes ignorantka. Dostrzeglem sprzecznosc ktorej najwidoczniej nie bylo.
    Moc pozdrowien

  • LadyMarget pisze:

    Ojej! Ale Ty musisz być do mnie podobna!

Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Łyżeczka cukru

  • Ostatnie wpisy

    • Wesele i wena.
    • Chyba się starzeję…
    • Warsztaty Twórczego Pisania.
    • Kolejny szczebel w edukacji i zasłużony odpoczynek
    • Wiosno, gdzie jesteś?
  • Kategorie