Złodzieje czasu.

Coś ostatnio nikt mnie nie odwiedza. Ale ja i tak będę się wywnętrzniać :)

Niedawno usłyszałam jakiś kabaretowy skecz w radiu, na trójce. Chodziło o ludzi, którzy sprzedają swój wolny czas i w ten sposób zarabiają na życie, a ludzie, którzy są zapracowani kupują sobie taki czas i dzięki temu mają go więcej. Konkluzja była taka, że okazało się, że przez taki proceder 70-letnia staruszka wygląda jak osiemnastolatka – bo sprzedała innym tyle swojego czasu – i wszystkim ludziom wszystko się pomieszało. Dla mnie najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że to jest genialny materiał na… opowiadanie! Nie wiem skąd autorzy skeczu wzięli natchnienie i nie wiem, czy przypadkiem ktoś już nie wpadł na taki sam pomysł, ale bardzo chciałabym kiedyś coś takiego napisać. Na razie mam tylko same ramy tego opowiadanka, nic konkretnego. Ale pomysł jest boski :)

W każdym razie… czuję się ostatnio, jakbym to ja sprzedawała swój czas, ale zupełnie nieświadomie. Ostatni tydzień minął mi jak mgnienie oka i nie zrobiłam zupełnie nic z tego, co sobie zaplanowałam. No prawie nic, bo tam jednak na jakieś sesje odpisałam, parę newsów napisałam… ale mimo wszystko to mało! Jak na tyle planów! Gdzie sie podział mój czas? Kto go ukradł? Co się z nim stało? Ciekawą rzecz zauważył jeden z moich profesorów. Wszystkie rzeczy, które kupują ludzie mają za zadanie ułatwić im życie i dać im więcej czasu. W porównaniu z tymi wszystkimi obowiązkami, które mieli ludzie jeszcze sto lat temu, dzisiaj jest dla nich po prostu raj!  Powinni mieć tyle czasu wolnego, że nie wiedzieliby co z nim zrobić. A tymczasem co? Wydaje się, że jest go jeszcze mniej, niż te sto lat temu. Trudno czasem uwierzyć, że raz czas płynie wolno i ciągnie się niemiłosiernie, a raz biegnie tak szybko, że nim się obejrzymy mija cały dzień. Trudno uwierzyć, że każdy odczuwa go zupełnie inaczej i jest to jak najbardziej naturalne. I że czas jest pojęciem niedefiniowalnym, nieuchwytnym, ulotnym! A mimo to najbardziej podstawowym. A może naprawdę istnieją złodzieje czasu, którzy tylko czyhają na to, aby podebrać nam kilka cennych chwil? Co z nimi robią, do czego są im potrzebne? Obiecuję, że poszukam odpowiedzi na to pytanie i poznacie je jako pierwsi – zamknięte w pewnym opowiadaniu. O ile znajdę czas na jego napisanie ;)

Jeśli podobał Ci się ten post, zobacz również "Najlepsze sposoby na nudę!"

Komentarze

Wpis "Złodzieje czasu." zawiera 2 komentarze

  • Arango pisze:

    Złodzieje czasu – skojarzyło się mi z tytułem filmu bodajże firmy Monthy Python, ale jakoś nie wyobrażam sobie, byś Milly napisała coś w tej konwencji.
    Co do czasu, który przecieka Ci przez palce. Rada jest jedna, mniej czasu przed kompem i gadać…ze mną :D Innej rady nie widzę.

    PS Będę teraz molestował Cię o to opowiadanie.

  • Adr pisze:

    A ja ostatnimi czasy zajmuje się czasem.

    Moja postać nie powiem, w której sesji (możliwe, że czytają to moi współgracze) jest kolekcjonerem zegarów. Mało tego ten jegomość zawodowo zajmuje się prognozowaniem przyszłości. Ale nie jakieś wróżenie tylko metody pseudo-naukowe.

    A może czasem warto iść za przykładem Marcela Prousta i poszukać straconego, ukradzonego czasu.Takie poszukiwania mogą zaowocować odnalezionymi chwilami.

    W Czarodziejskiej górze Manna też było trochę rozważań nad upływem czasu.

    Pozdrawiam Szalony Czasownik Adr.

  • smartfox pisze:

    Oj zagląda, ale czasem nie ma czasu (jakoś pod Twojego posta piszę:)), by skomentować. Rozważania ciekawe Milly, profesora również, ale pewnie zdaje sobie sprawę z natłoku zadań, które wykonują ludzie, a które za sprawą właśnie postępu na się nałożyli. Świetnie czas postrzegali ludzie średniowiecza. Raz, że wedle ustaleń zakonnych (tercja, nona, etc. czyli ichnie godziny miały po dwie godziny nasze). Dwa, iż minut nie liczona. Czas nie był aż tak ważne. My go widzimy jako linię, oni jako koło. Oni zwracali uwagę na powtarzalność, my na to, że nic się nie powtarza, ze chwile przemijają. Czasem chciałbym żyć w średniowieczu. jak gdzieś wyczytałem, to właśnie dzięki mnichom zaczęła się ta pogoń za czasem. nieprzypadkowo tworzenie pierwszych zegarów mechanicznych finansował Kościół.

    Arango – „Bandyci Czasu’, pierwsza część (tzw. „dziecięca”) z nieoficjalnej trylogii mówiącej o wyobraźni w różnych etapach życia (pozostałe dwie – to dorosłe „Brasil” i starcze „Przygody Barona Muenchausena”. Wiem, mądrzę się).

    Adr – Impressive, lubisz Manna. Mnie Czarodziejska Góra odrzuciła. Z tego powodu mało nie zawaliłem egzaminu z literatury. Całe szczęście, że inne pytania dostałem z Parnickiego – uffff :)

  • Millyanna pisze:

    No nareszcie doczekałam się komentarza Liska! :)

    To lecę od końca – tak, wiem że mamy nałożone na siebie tyle zadań, których nie mieli ludzie żyjący sto lat temu. A mimo wszystko sami sobie ten czas skracamy robiąc setki niepotrzebnych rzeczy (ja na przykład dzisiaj odkryłam dzisiaj, że w tlenie można fajnie dodawać awatarki do kontaktów i wrzuciłam je wszystkim tym, których posiadam zdjęcie – tak, Tobie też Lisie :D Zajęło mi to niecałą godzinę… wybór tapetki ze słodkim koteczkiem ostatnio zabrało mi z godzinkę jak nie dłużej. Nie liczę rozmów z Arango, miłości nie wypomina się czasu :) ). A co do tej kulistości czasu – nie zgodzę się :P To w starożytności czas nie miał znaczenia, uważano, że jest kulisty i wszystko jest cykliczne, więc nie warto go liczyć. Dopiero jak weszło chrześcijaństwo ze swoim początkiem świata i creatio ex nihilo, wtedy czas nabrał znaczenia. Wtedy im się w głowach poprzewracało, chociaż fakt faktem, że nie zwracali na to aż takiej uwagi jak my. Wydaje się, że im dalej tym ludzie mają większego bakcyla na punkcie czasu, punktualności, oszczędności czasu etc. Nie wiem jakby wyglądał nasz świat bez zegarków i bez liczenia każdej minuty, ale… myślę, że już nie da się tego procesu odwrócić. Szkoda :(

    A „Czarodziejska Góra” Manna – ostatnio właśnie sporo słyszałam o tej książce, ale podobno jest tak strasznie trudna do przebrnięcia, że mało kto potrafi to zrobić. Może się kiedyś zabiorę, ale muszę mieć mocną motywację. Tak mocną, jak teraz, kiedy zabrałam się za „Grę szklanych paciorków” Hessego – potrzebne mi do zaliczenia proseminarium specjalizacyjnego :D Ale trzeba przyznać, że nienajgorsza książka, ale nie dla feministek ;)

    Adr – ostatnimi czasy dużo zajmujesz sie czasem :D Jak choćby w mojej sesji BttF :D

  • smartfox pisze:

    Milly, w średniowieczu gros społeczeństwa żyło wedle cyklu rocznego 9pór roku). nomen omen koło czasu. A w starożytności padły ponoć słowa „pantha rei” ;P Wiem, czepiam się. :)
    Ale przynajmniej mogę z kimś podyskutować.

  • Millyanna pisze:

    Starożytni to byli tacy fajni ludzie, którzy często gęsto nie zauważali różnych sprzeczności. A może inaczej – dla nich po prostu niektóre rzeczy nie były sprzecznościami. Arystoteles wierzył w greckich bogów, co nie przeszkadzało mu uznawać pierwszego poruszyciela. Filozofowie jońscy tworzyli fantastyczne koncepcje powstania świata, a jednak wierzyli również w swoich bogów. Im to po prostu nie przeszkadzało, bo uważali, że to dwie różne płaszczyzny i jedno nie wadzi drugiemu. Tak samo z kolistą koncepcją czasu – pantha rei wcale nie stało w sprzeczności z nią. Uznawało po prostu zmienność rzeczywistości ;)

  • smartfox pisze:

    W sumie racja. Ale i tak wolę średniowiecze z powszechną pobożnością idąca w parze z umiłowanie agresji, praw siły etc. No ale to chyba każda epoka. Parszywe z nas zwierzęta, jak by nie patrzeć. Tyle prawimy o humanizmie, a w zasadzie ciągle kombinujemy, jak tu się wybić.

  • wiwianna pisze:

    ja to z tym czasem ostatnio na bakier jestem. masz racje nie sposob tego zrozumiec… ani jakos poukladac. czas jakby jest poza tym wszystkim i sobie radzi i robi jak sobie chce. za malo go gdy potrzeba i za duzo gdy nie.
    a na opowiadanie toylko czekam, bo pomysl swietny!

  • sayane pisze:

    Z tym sprzedawaniem czasu to słyszałam w radiu audycje: jakieś gospodynie z Wrocławia czy skądś tam właśnie się „czasem” wymieniają: np. godzina pielenia ogródka za godzinę – dajmy na to – spaceru z psem. Albo lekcji angielskiego. Albo czytania książki (dla siebie). Ktoś za kogoś wykonuje jakieś zadania, by drugi mógł robić to co lubi, albo nie robić nic. Ponoć nieźle to funkcjonuje.

    Pomysł bardzo fajny, ale imho świadczy o tym, w jakich porąbanych czasach żyjemy.

Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Łyżeczka cukru

  • Ostatnie wpisy

    • Chyba się starzeję…
    • Warsztaty Twórczego Pisania.
    • Kolejny szczebel w edukacji i zasłużony odpoczynek
    • Wiosno, gdzie jesteś?
    • Gala operetkowo-musicalowa „Jaka piękna jest operetka”
  • Kategorie