Popper na doła? Czyli co ma metodologia do upadających paladynów…
Odkryłam dzisiaj coś strasznego…
Jakiś czas temu siadłam zdołowana przed lapkiem i wpatrując się nic nie widzącymi oczami w ekran mimowolnie sięgnęłam po pierwszą z brzegu książkę. Padło na Poppera „Wiedza obiektywna. Ewolucyjna teoria epistemologiczna”. Machinalnie odnalazłam rozdział, który mam zgłębić na kolejną metodologię i zaczęłam czytać… Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie dość, że sięgnęłam z własnej nieprzymuszonej woli po Poppera (tym panem można by straszyć małe dzieci – „Jak nie będziesz grzeczna, to poczytam ci Poppera! Muhahaha…!!”), to na dodatek całkiem rozumiem o czym pisze i jeszcze okazuje się, że złe myśli odchodzą pod jego wpływem! Wciągnęło mnie nawet, póki nie dotarło do mnie co robię. Wtedy mi się odechciało kontaktowania z tym panem
Tak mnie to przeraziło, że aż musiałam zanotować.
Czytałam dzisiaj o etyce Epikura i znalazłam jedną ciekawą myśl. Generalnie niby wszelka przyjemność jest według niego miarą szczęścia i jednocześnie dobra. I analogicznie ból jest nieszczęściem, a więc złem. Ale nie każda przyjemność jest warta wyboru. I nie każdego bólu należy unikać. Mędrzec wie, że niekiedy warto cierpieć, żeby później zaznać jeszcze większego szczęścia. I tu mi jak bumerang wrócił temat moich upadłych (upadających?) paladynów. Tak mi przyszło do głowy, że może to jest tak, że oni są za głupi na to, żeby upaść. Żeby zrozumieć, że wszystko co wyznają to złudzenie i dlatego mimo wszystko ciągle trzymają się swojego. Ale może właśnie jest zupełnie odwrotnie? Może są zbyt mądrzy, by dopuścić do siebie możliwość pomyłki? Mają w sobie coś, co silniejsze jest niż magiczna zbroja – pewność. Wiarę. Nadzieję. Nikt nie powiedział, że są idealni i nie mają nigdy momentów zwątpienia. Ale tu jeszcze jedna ciekawa myśl Epikura, który ponad wszystko nie cierpiał wyznawców przeznaczenia: świat nie jest zdeterminowany i nigdzie nie jest zapisane, że będzie tak a nie inaczej. Kształtują go nasze własne czyny. I może właśnie to tak naprawdę przyświeca paladynom? W to wierzą bardziej, niż w cokolwiek innego i to daje im siłę do dalszej walki – mimo wszystko.
Hmm… A najpewniej jest to tylko daremna próba uzasadnienia przed samą sobą własnych motywów postępowania i wrzucenia ich w ramy jakiejś pseudo psychologicznej teorii. Co nie umniejsza ani mojego obecnego dołka, ani nie rozwiązuje żadnego mojego problemu. Ale popisać sobie zawsze można, wydaje się, że lżej się robi na duszy.
P.S.: Coś sobie jeszcze wymyśliłam, tu przekształciłam, tam dodałam i wyszło takie oto: „Wiara mym orężem, Nadzieja tarczą moją, a Miłość – pancerzem…”. Nawet prawie się rymuje o_O
Wpis "Popper na doła? Czyli co ma metodologia do upadających paladynów…" zawiera 2 komentarze
Nie prawie, a rymuje. Rym niepełny, lecz żeński, czyli bez mała zawodowy. Do tego wewnętrzny,a całość trzyma rytm.
A co do paladynów i Epikura. No ciekawe połączenie
. I chyba dobrze mówisz, stwierdzając, że to „najpewniej jest to tylko daremna próba uzasadnienia przed samą sobą”. Pardon za złośliwość.
Tak na marginesie pamiętam jak moja żona będąca wtedy moją dziewczyną poddała mi cudowny argument do pracy magisterskiej pozwalający udowodnić, że powstające licznie w krajach anglosaskich kolejne szufladki gatunkowe (postcyberpunk, steampunk, nanopunk, ecopunk i inne tam „punki”), to jedynie nazwy puste. A skąd ten argument? Z teorii Poppera o zmianie paradygmatu nauki
. Popper rlz!
Ej, a czym ja sobie zasłużyłam na te złośliwości?
no tak, zamiast skomentować cały mój komentarz, to ona tylko kawałek. hmmm, o ile pamiętam tamten wpis o paladynach powstał w dość ponurych Twych chwilach. Nie chciałbym, byś w podobny nastrój znów popadła
Pozdr
No dobrze, mogę Ci to ewentualnie wybaczyć
A o Popperze nie chciałam już pisać, bo… na sobotę muszę dość sporo przeczytać i jakoś… nie mam czasu
Nie chciałam sobie przypominać o tym dość bolesnym obowiązku…