Prawie jak matka…

Dzisiaj chciałabym się pochwalić :-) Istnieją sobie na świecie takie dwa słoneczka, dla których niedługo będę matką! Matką chrzestną oczywiście. Zawsze kochałam dzieci, niestety w najbliższej rodzinie jakoś nikt nie kwapił się do ich posiadania, a w dalszej rodzinie w kolejce do „matkowania” byłam gdzieś na szarym końcu. Aż tu nagle w tym roku okazało się, że poproszono mnie o trzymanie dziecka do chrztu i to dwa razy! Fajnie jest mieć świadomość, że połączą mnie głębsze więzi z dwójką maluszków, że będę dla nich znaczyła coś więcej. Nie chcę być tylko jakimś symbolem, zwykłą ciotką, która odwiedza dzieci kilka razy w roku przynosząc prezenty, nie zawsze fajne z resztą. Okropne dla mnie jest to istniejące w świadomości ludzi przeświadczenie, że matka chrzestna to ma przechlapane, bo musi tylko szastać kasą i dawać prezenty częściej niż reszta rodziny, do niczego innego w sumie się nie nadaje. Bycie matką chrzestną to przecież coś więcej, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to odpowiedzialne zadanie, nie tylko ze względów religijnych. Symbole mają swoje głębokie znaczenie, a to przecież jest ważny symbol. A może po prostu przeceniam swoją rolę? W końcu kto się teraz przejmuje takimi „pierdołami” jak symbole, więzi czy głębokie znaczenie.

Tak czy inaczej cieszę się i nawet pochwalę się moimi słoneczkami:

Kubuś

Ten płowowłosy i błękitnooki aniołek, to Kubuś, w rzeczywistości diablę wcielone (podobno przejdzie mu po chrzcinach :D ). Ma tak intensywnie niebieskie oczka, że można się w nich zakochać bez opamiętania i utopić. Prawdopodobnie wyrośnie z niego łamacz damskich serc, tancerz, pływak tudzież elektryk, informatyk lub po prostu człowiek-demolka. Ma nieco ponad rok, a jego ulubionym zajęciem jest wyłączanie wszelkich wtyczek z kontaktów, włączanie i wyłączanie telewizora i komputera, zabawa przy kuchence gazowej, porządkowanie szafek (to znaczy wyrzucanie wszystkiego z mebli w pokoju i kuchni, jeśli tylko uda mu się coś otworzyć) i oczywiście taniec! Spokojnie mógłby wystartować w następnej edycji You Can Dance :D Poza tym wielbi wszystko co jest mokre, szczególne lubi się myć we wszystkim co choć trochę przypomina wodę, nie ważne czy to soczek, czy woda z ogórków :D A, no i lubi kocie żarcie. I dziwi się, że tak na niego krzyczą, jak uda mu się coś podjeść kociakom ;) W skrócie – od kiedy zaczął chodzić trzeba mieć oczy naokoło głowy i obserwować go bacznie, a nawet zawsze być o krok przed nim w razie gdyby znowu przyszło mu coś ciekawego do głowy. Słodki, prawda?

Sandrunia

A ta uśmiechnięta kruszynka to Sandrunia. Nie ma jeszcze trzech miesięcy, dlatego trudno o niej powiedzieć coś sensacyjnego ;) Lubi spać i jeść… potem znowu spać… i bardzo lubi się uśmiechać! Macha rączkami i nóżkami, gaworzy, a jak zdejmie jej się czapeczkę, to ma nawet całe mnóstwo włosów :D Niestety mieszka bardzo daleko, bo aż w Koszalinie i częste odwiedzanie jej z wiadomych względów jest niemożliwe… ale pocieszam się tym, że jej rodzice myślą nad przeprowadzką do Sosnowca. To by było dopiero fajnie!

Informacje na temat "Pulpit z charakterem" znajdziesz tutaj

Komentarze

Wpis "Prawie jak matka…" zawiera 2 komentarze

Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Łyżeczka cukru

  • Ostatnie wpisy

    • Chyba się starzeję…
    • Warsztaty Twórczego Pisania.
    • Kolejny szczebel w edukacji i zasłużony odpoczynek
    • Wiosno, gdzie jesteś?
    • Gala operetkowo-musicalowa „Jaka piękna jest operetka”
  • Kategorie