Tadam!
Nowa odsłona Millyanny!
Założyłam sobie ostatnio nowego bloga na wordpressie z myślą stworzenia strony o filozofii. I wynalazłam sobie ten oto zgrabny, zielony szablonik. Niestety okazało się, że nie będę mogła wykorzystać tej strony, ponieważ aby zedytować szablon i przystosować go do swoich potrzeb musiałabym za to zapłacić. Z ciężkim sercem porzuciłam wordpressa i przeniosłam się na blogspota, chociaż żal było mi tej zielonej, miłej przystani. Ponieważ strona na blogspocie nieco przypomina mi poprzednią Millyannę, szczególnie kolorystycznie, postanowiłam wykorzystać moje znalezisko i odmienić oblicze tej stronki. Jestem teraz bardzo zadowolona, bo i szablon się nie zmarnował i blogspot okazał się być bardzo fajną witryną, jeśli posiedzi się na nim dłużej i zorientuje w opcjach.
I słów kilka o „Dia ti?”, czyli moim nowym dziecku. Chciałabym, żeby była to stronka z materiałami do przyswojenia sobie podstaw filozofii. Żadne tam nie-wiadomo-co, zwykła odtwórcza praca polegająca na powtórce materiału. A mimo to ciężko jest to wszystko zebrać do kupy, wyłowić w miarę istotne rzeczy i ładnie napisać. Cieszę sie jednak, bo dzięki temu powracam do notatek i książek z pierwszego roku, przypominam sobie i powtarzam. I mam cichą nadzieję, że może komuś przyda się ta stronka, nawet jeśli miałby to być licealista, który musi na lekcję przynieść wiadomości o Arystotelesie. Na razie wpisów jest niewiele, dopiero dwa. Ale jak napiszę już coś o pierwszych filozofach, to mam zamiar zacząć „promocję” strony i wrzucę ją tam gdzie się da, pewnie głównie do katalogów, bo zbyt wstydliwa jestem by prosić o wymianę linkami istotniejsze polskie portale filozoficzne
Za wysokie progi… ale kto wie, może kiedyś.
„Kontuzje” też się miewają dobrze i choć nie uzupełniam ich teraz codziennie, to i tak jest sporo z nimi roboty. Ciekawa jestem kiedy strony zaczną przynosić jakieś dochody… takie prawdziwe dochody, prawdziwe odwiedziny zainteresowanych. Nie należę do osób cierpliwych i lubię widzieć rezultaty swojej pracy jak najszybciej
No właśnie, nadmiar pracy – arty, newsy i do tego sesje na LI… a tu „jak na złość” Wena puka do mych drzwi i prosi o gościnę. Po głowie chodziło mi wcześniej jedno pełne opowiadanie, kawałek innego, mniej wykrystalizowanego, a dzisiaj rano… po prostu nie mogę opędzić się od tego pomysłu! Chciałabym zacząć jak najszybciej spisywać to, co stworzyło mi się pod czuprynką, ale ciągle coś przeszkadza. Co więcej – postanowiłam po kawałku zamieszczać to tutaj. Nie wiem czy można to nazwać opowiadaniem, czy może raczej rodzajem bajki lub też może po prostu… historią pewnego dziecka. Tak, tak, coś we mnie drgnęło od czasu rekrutacji Kitsa do Grimmów, konkretnie od momentu, w którym przypomniałam sobie o pewnej bajce, opowiadanej mi przez babcię. A potem opowiedziałam Arango pewną historyjkę… i tak, to był ten moment, olśnienie, przebłysk, uchwycenie samej istoty rzeczy! Teraz przecież powinno być z górki, skoro już to mam, wystarczy teraz spisać… i tu pojawiają się największe schody. Musiałabym zamknąć się na klucz, odłączyć gg, pozamykać okna, nie patrzeć nawet na wielce rozpraszające maile z LI i po prostu napisać. Tak, to trudne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że arta na „Dia ti?” piszę średnio dwa dni, choć powinnam w dwie godziny – tak mam rozproszoną uwagę!
I pewnie powinnam coś napisać o moim szanownym zdrowiu, pobycie w szpitalu itd… ale po prostu nie chce mi się o tym już mówić. Może wystarczającym komentarzem niech będzie to, że aby chorować w naszym pięknym kraju, szczególnie chorować w szpitalach, należy mieć iście końskie zdrowie, albo kabzę nabitą po brzegi. A najlepiej obydwa! Natomiast jeśli się tego nie ma, to… no właśnie. Dno. Po prostu moralność polskich lekarzy leży i kwiczy. A nie lepsi są pacjenci, którzy sami swoim zachowaniem doprowadzają do takich sytuacji.
Aha, jeszcze jeden komentarz:


Wpis "Tadam!" zawiera 2 komentarze
śliczna zielona stronka… marzylam o takiej a tutat wordpress wycial mi numer z platnosciami :/ wiec zostaje co jest, trudno. Mam pomysla na swoja w przyszlosci to sobie ja zrobie jaka mi sie zamarzy….yyy a wlasciwie to mo luby ja zrobi
ja nie umim 
ślicznie jest!
Hey Milly wpadłem na chwilkę, coś niecoś należy wiedzieć o preferencjach i zainteresowaniach MG. A teraz uciekam na spacer na moje wrzosowisko. Pozdrawiam Adr.
Miło mi Adr
Mam nadzieję, że nie rozczarowała Cię owa wiedza i że będziesz wpadał w me skromne progi czasem.
Pozdrawiam również, cieplutko w te mroczne dni!
Wiedza mnie nie rozczarowała, ale miło zaskoczyła.
Pozdrawiam ADr