Już wieczorna godzina, zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualnie zgasi wiatr
i na ściany popatrzysz,
wszędzie chiński teatrzyk
w głównej roli kochany Twój cień.
Dwa fotele dziadygi, obgadują na migi,
księżycowy śmiejący się pysk.
Mały czajnik pękaty, nagotuje herbaty,
herbaciane bulgocąc nonsensy.
Choć się łasi jak głupi, pewnie znowu się upił
może śni mu się dziś dobry sen.
A bohomaz na ścianie, jakiś pani i dwie panie,
dziś wygląda jak stary Van Gogh...
To tylko ja i mój mały świat…
Blaski i cienie rzucane przez lampę na niezapisaną kartkę papieru
Burza myśli i snów.
Od kiedy tylko przyjechałam do S-c nawiedzają mnie dziwne sny. Bardzo realistyczne, bardzo zakręcone i ciągle jestem w nich ofiarą ni to pościgu, ni to mroźnej przemocy, ni to ataku zwierząt. Dziś za to pływałam. Uwielbiam pływać w snach, ta nieznośna lekkość bytu i oddech pod wodą… Ciekawe czy to się skończy jak wrócę do Krakowa?
Dopadło mnie tak nieznośne, przemożne i silne uczucie lenistwa, że nie poszłam dzisiaj na uczelnię. Miałam nie iść na pierwsze ćwiczenia z logiki, a na reszcie być. Ale doszłam do wniosku, że na epistemologii i tak nic się nie będzie ciekawego działo i zaliczę bez problemu, a ćwiczenia nijak się mają do wykładów i na egzamin mi się to nie przyda. Więc nie poszłam
Tym bardziej, że wczoraj siedziałam na epistemologii 4,5 godziny cały czas pisząc. Gdyby nie świadomość, że dokładnie to co mówi pan doktorek będzie na egzaminie, To po półtorej godziny przestałabym notować z powodu bólu dłoni :-/
I tak czeka mnie jeszcze dzisiaj metodologia o 14.40. Na tym okropieństwie muszę się zjawić. Wypadałoby też wreszcie przeczytać ten tekst, którego strawić nie mogę już od czwartku. Ehh… A potem powrót do Krakowa i trzy tygodnie bez przymusu bywania w weekendy na uczelni. Raj
W pociągu wreszcie skończyłam „Patrol Zmroku”. Książka bardzo dobra i naprawdę warto ją kupić, szczególnie jeśli jest się fanem Patroli. Oczywiście znowu wzięło mnie na ten system, ale tym razem pozbyłam się złudzeń – nie dam rady go napisać, szczególnie jeśli idzie o mechanikę. Mechanika starego WoD’a nie byłaby zła, ale… trzeba ją przerobić. Mam nawet gdzieś na kompie szkic karty postaci. A te informacje, które są zawarte w ostatniej części Patrolu wiele rozjaśniają i wiele tłumaczą. Myślę, że udałoby się teraz w pełni stworzyć podstawy systemu, wszystko opisać i sklasyfikować. Stworzyć prawdziwy system, który wiernie odwzorowuje świat Innych – ale choć dziś jestem pełna zapału, to obawiam się, że jak znowu zacznę ogarniać to wszystko, co trzeba napisać, to wypadnę z gry bardzo szybko. Kiedy czytała się Patrole nie można pobyć się wrażenia, że wszystko jest tak dokładnie i szczegółowo wyjaśnione, że wystarczy to zebrać i system gotowy. Ale kiedy już się to zbiera, okazuje się, że informacji jest multum! Ogrom! I to rozstrzelone po wszystkich częściach. Nie do objęcia przez małą główkę Milly
Ale może kiedyś… Może mi się uda. A jak nie, to zlecę to zadanie Kutakowi – Borsuk był ostatnio taki chętny do pomocy
Co do samej książki – trochę spoilerów. Muszę to napisać, bo mi bardzo smutno. Bardzo, bardzo szkoda mi Kostii. To nie była jego wina. Śmiem nawet twierdzić, że bardziej zawinił tutaj Anton. Od kiedy tylko wyszła historia ze Swietą i czarnym wirem wiedział, że Ciemność nie różni się tak bardzo od Światła. Że Heser jest momentami gorszy od Zawulona, chociaż jest największym Jasnym magiem. Że Światło posługuje się podstępem, intrygą i nie waha się przed najgorszymi, brudnymi metodami, żeby tylko dopiąć swego. Anton przestał widzieć różnicę między Światłem i Ciemnością, sam się do tego przyznawał, więc dlaczego nie potrafił wybaczyć Kostii tego, że jest wampirem? Gdyby przestał patrzeć na niego jak na krwiopijcę, a zobaczyłby zagubione dziecko, może wszystko skończyłoby się inaczej. Anton zawdzięcza teraz Kostii dużo. Aż za dużo. Ale nie powiedział mu tego, co sam wiedział, co uratowałoby go. Może na krótko, bo jak dopadłaby go Inkwizycja to i tak odszedłby w Zmrok… Może to była sytuacja bez wyjścia – ale Kostia nie działał w złej wierze. Czy tak bardzo więc różnią się Jaśni od Ciemnych? Tym bardziej, że Kostia nigdy nikogo nie zabił. Ratował ludziom życie.
I dlatego mi smutno, że Anton postąpił jak Heser. Nie wytłumaczył, nie starał się zrozumieć… Kostia musiał sam do tego dojść, gdy było już za późno. I myślę, że ta myśl o Kostii, który próbuje otworzyć portal, próbuje zrobić to co zaplanował i kiedy dociera do niego, że nie może i powoli rozumie co się stało – ta myśl będzie prześladowała Antona już do końca. Tak samo jak obraz małego wampirka Kostii, który pierwszy raz przemienił się w nietoperza i przyszedł pochwalić się swojemu przyjacielowi, Jasnemu magowi Amtonowi. Czasem trzeba starannie dobierać przyjaciół…

Kostia w wersji filmowej (PAMIĘTAJCIE! Pod żadnym pozorem nie oglądajcie tego filmu jeśli nie czytaliście książek! To kicz, chała i totalna żenada!) w scenie, kiedy Anton po raz pierwszy zabił dwójkę wampirów i skończyła się jego przyjaźń z Kostią. Akurat to wiernie odwzorowali w filmie, natomiast wszystko inne… eh :-/
Komentarze (3) do wpisu “Burza myśli i snów.”
Zostaw komentarz
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tekstów lub zdjęć w części lub całości bez zgody autorki zabronione.
Nie kłam, na metodologii nie byłaś w końcu.
Co do systemu – powodzenia, ale to katorznicza i żmudna praca.
Ale jak pisałam notkę, to miałam silne postanowienie, że pójdę
A potem Kutak zaczął śpiewać „Olej, olej, olej, olej to” no i zmusił mnie niemal siłą, żebym nie szła. No to nie poszłam
„Olej, olej, olej, olej, olej to” jak już coś
Hitów tilawu nie znać, toż to wstyd, sromota, zborsuczenie i surykatkość!